bardzo bardzo dawno nie mialam tak poteznego dola. juz nie wiem co robic. gdybym miala pod reka jakis pistolet, bez wahania pierdolnelabym sobie w leb. wszystko sie tak beznadziejnie wali. jest tyle spraw, ktore tak cholernie mnie bola i kazda z osobna dotyczy czegos innego, ale tak naprawde cos je laczy i razem skutecznie mnie niszcza… dlaczego, kurwa, ja tak inteligetnie marnuje sobie zycie??? nie ma nikt tylu zmarnowanych lat… zmarnowanych, sama nie wiem na czym. nie umiem sie teraz podniesc, nie umiem juz nic odwrocic albo zaczac od nowa. ciagle robie cos, za co ludzie mnie potepia i dobrze o tym wiem. i nie wiem juz co pisac, bo jest tyle rzeczy, ktore chcialabym wreszcie z siebie wyrzucic, ale nawet najblizsza przyjaciolka [jak myslalam] nie potrafi [nie chce] mnie zrozumiec… rozpacz chyba mnie zaraz udusi. nawet ‚All that jazz’ – doslownie jedyna piosenka w moim zyciu, ktora potrafi mnie calkowicie pocieszyc i rozluznic, porusza to co mnie najbardziej, najnieznosniej dotyka. czy mozna byc jeszcze szczesliwym w takim swiecie???? wierzylam w to, naprawde wierzylam… tylko teraz juz wiem, ze bylam glupia, naiwna… ze nie da sie wskrzesic pewnych rzeczy tylko dzieki ludzkim checiom. to moze przejde juz do sedna sprawy, bo nie mam sily juz tu siedziec… chce WOLNOSCI i MILOSCI. to jest moje jedyne SZCZESCIE. nic wiecej. i wiem ze nigdy tego nie bede miala… no dobra, bez dramatyzmu. kiedys moze tak, ale TERAZ tak cholernie mi tego brakuje i NA PEWNO teraz tego nie otrzymam. no to… nie wytrzymalam. i wzielam. [aaa... normalnie jak zwierzenia cpunki;/] ohhhh God! kill me, it’s gonna be a glorius day!

kil.jpg

nie poszlam na koncert Wlochatego. ach ta zajebista swoboda. fuck:/

a jutro bede miala dready. i to i tak niczego nie zmieni. haha.

i dajcie mi wszyscy spokoj.