Jakoś przeżyłam testy. Z humanistycznego mam 46:> Nie tak źle, ale z tej cholernej matmy dali takie zadania, że przy dużym szczęściu będę miała najwyżej 40. Czyli wyjdzie może coś koło 86… A jeśli dobrze pamiętam zwierzenia mojego wazona z angielskiego, to on też miał ponad 80, a kiblował chyba z 3 przedmiotów, więc jakoś ten wynik nie napawa mnie dumą;>

Hmmm… w ogóle nie mam siły i ochoty na nic:| Jestem mega zmęczona i cały czas zasypiam, to chyba już jakaś choroba, bo cały czas tylko myślę o tym, by zamknąć oczy i zapomnieć o wszystkim. W objęciach Morfeusza:P [niektóre osoby proszę o niekomentowanie:> to tylko takie powiedzenie:>] Anielska siła już dawno uległa wyczerpaniu i Nadzieja, że doładuję jej zapas również po mału zaczyna wygasać…

Smutno mi, że niektórzy oceniają mnie po czymś tam i od razu odechciewa się im bardziej mnie poznać, bo uważają, że jestem tego niewarta. A mi naprawdę nie jest łatwo otworzyć się całkowicie przy pierwszym, drugim spotkaniu.

A w niedzielę jadę sobie do Warszawy:] Dziwię się, że jeszcze nie zarządzono ewakuacji mieszkańców rzeczonej:P Od razu ostrzegam, że spotkanie jakiegoś dziwnego stvora z mojej klasy [typu: Henia, Novak, Jasio] grozi zgonem:> A co dopiero mnie albo Marty:P