Specjalnie na życzenie Marty, notka NIE o Ewelince:>
Hmmm… Czuję się fatalnie;( Wiele rzeczy się na to złożyło… Wypełniają mnie chyba wszystkie możliwe negatywne uczucia… Nie dość, że psychicznie jestem na dnie, to fizycznie tym bardziej… Szkoła, to wszystko mnie wykańcza:( Jedyne, co mnie jakoś pociesza, to obecność kilku fajnych ludków:> których spotykam codziennie:> [przytul] To nie pozwala mi się tak całkowicie załamać, ale gdy wrócę do domu… Siedzę całkiem sama ze swoim bólem, którego nikt nie rozumie i nie chce zrozumieć… I nic nie jest w stanie go zlikwidować [no dobra, może jedna Osoba:> ale o Niej miało nie być w tej notce;>], jedynie wszystko go pogarsza… Echhh… Jeszcze na koniec chciałam powiedzieć, że muszę chyba dać sobie trochę czasu na dojście do siebie… Więc na razie odpuszczam sobie internet, bo przez niego jest coraz, coraz, coraz gorzej… W wakacje 2002 zaczęła się moja droga na dno, a prędkość spadania zwiększała się coraz bardziej… I zawrotną wartość osiągnęła około kwietnia 2003, ale ja już nie potrafię się zatrzymać… Niektórzy wiedzą co oznaczają te daty, ale to już temat na osobną notkę:> „Dlaczego, po co, jak to”… No cóż, zrozumiałam to niedawno… Może kiedyś o tym napiszę, a teraz muszę zrobić sobie przerwę – uporządkować sobie parę spraw i jakoś się do tego wszystkiego zdystansować. ;(;(;(;(;(